Advertisement
MENU

sprawdź ofertę

oddychaj

Znajdź równowagę! Work-life balance to nie mit

Work-life balance (WLB) jest koncepcją, w której centrum leży idea odnalezienia równowagi pomiędzy życiem zawodowym, a prywatnym. Po raz pierwszy o WLB zaczęto mówić na przełomie lat 70. i 80. XX wieku, gdy pracodawcy zauważyli spadającą efektywność swoich pracowników. Obniżenie wyników spowodowane było wypaleniem zawodowym często powiązanym z pracoholizmem. W teorii WLB zakłada, że to pracodawca powinien sam starać się dbać o komfort oraz dobre samopoczucie pracownika. W praktyce powinniśmy także pamiętać o tym sami.
Udostępnij Tweetnij
podziel się
W świecie, w którym nie było dziennych, tygodniowych i miesięcznych "targetów", spowodowanej nimi walki o klienta, projektów realizowanych na niemożliwy deadline i związanych z tym nadgodzin, dużo łatwiej było o równowagę pomiędzy pracą a życiem. W czasach naszych dziadków, społeczeństwo funkcjonowało w całkowicie odmiennej rzeczywistości. Bez względu na zaangażowanie w wykonywaną pracę, poziom uposażenia pozostawał względnie taki sam - nikt nie mierzył wskaźników wydajności, nikt nie musiał ich raportować.

Work-life balance

Bez względu na zaangażowanie w wykonywaną pracę, poziom uposażenia pozostawał względnie taki sam - nikt nie mierzył wskaźników wydajności, nikt nie musiał ich raportować. Pracownicy czuli się bezpieczniej, wiedząc, że nie są zagrożeni bezrobociem, czy w późniejszej perspektywie biedą, eksmisją itp. Oczywiście nie żyło się wtedy na kredyt, ale to inna historia. Między innymi dzięki temu, ludzie mogli pozwolić sobie na szersze rozwijanie swoich hobby czy większe zaangażowanie w życie rodzinne. Kontakty interpersonalne również znacznie różniły się od tych, które znamy obecnie. Większość ludzi pozostawała w swoim miejscu urodzenia, co sprzyjało budowaniu więzi oraz stałych relacji, które z czasem przekształcały się w system wsparcia. Stałe podtrzymywanie relacji było jednym ze sposobów spędzania czasu.

Większość ludzi pozostawała w swoim miejscu urodzenia, co sprzyjało budowaniu więzi oraz stałych relacji, które z czasem przekształcały się w system wsparcia. Stałe podtrzymywanie relacji było jednym ze sposobów spędzania czasu. Bez telewizora, komputera oraz internetu, spędzanie czasu na rozmowach z sąsiadami oraz rodziną nie posiadało alternatywy (ew. czytanie książek). Skupienie się na życiu po za pracą było czymś oczywistym co wynikało z ówczesnego stanu technologii i struktury społecznej. Po zmianie ustroju w Polsce ta rzeczywistość została wywrócona do góry nogami.

Nagle okazało się, że możemy zmieniać pracę na taką, która jest lepiej płatna i sprzyjająca rozwojowi naszej kariery oraz akwizycji dóbr materialnych. Życie zawodowe przestało być wyłącznie sposobem zdobywania pieniędzy, ale również sposobem do realizacji marzeń podsycanych przez marketingową machinę różnych marek.

Nauczyliśmy się, że tylko ponadprzeciętnie ciężką pracą zrealizujemy postawione sobie cele. Bez tego osiągnięcie sukcesu nie jest możliwe. Pracujemy więc, by otrzymać awans wraz podwyżką. Nadgodziny stają się normą, a pomysły na spędzanie wolnego czasu są zastępowane przez piętrzące się zadania z terminem realizacji „na wczoraj”. Urlop upływa na odpisywaniu kolejnych maili z pracy, w strachu o ilość zaległości, które trzeba będzie nadrobić po powrocie. Ignorowanie potrzeb takich jak sen czy odpoczynek sprawia, że spada poczucie komfortu, co ma swoje dalsze konsekwencje służbowe oraz osobiste - depresja, stany lękowe, bezsenność. By uniknąć powyższego scenariusza, dążenie do równowagi pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym wydaje się być jedyną drogą. WLB jest wyrazem szacunku dla własnych możliwości. Oczywiście można pracować po 60-70 godzin tygodniowo, chcąc jak najszybciej osiągnąćcele.Jednak spędzając w biurze 12-14 godzin dziennie nie starczy nam już sił, by móc się z osiągniętych celów cieszyć. W tym wszystkim pamiętać należy pamiętać, że pracujemy by żyć, a nie żyjemy by pracować. Czas wolny potrzebny jest nam jak oddychanie, także zacznijmy wreszcie oddychać.

Praca na łonie natury

Autorką artykułu jest Katarzyna Ostrowska - psycholog, słuchaczka Szkoły Psychoterapeutów Instytutu Integralnej Psychoterapii Gestalt, wychowawca w Młodzieżowym Ośrodku Socjoterapii nr 1 w Łomiankach.

Lexus w żywiole: jak Japończycy wprowadzili SUV-y do świata premium

Historia Lexusa zaczęła się od flagowej limuzyny LS, ale popularność w globalnym wymiarze przyniosły jej dopiero SUV-y. Ta japońska marka przenosi swoje tradycyjne wartości do świata modeli tego typu już od ponad dwóch dekad. Dziś ich wybór jest szerszy i bardziej godny rozważenia niż kiedykolwiek wcześniej.
Udostępnij Tweetnij
podziel się
Od początku swojego istnienia Lexus cieszył się szczególną pozycją na rynku. Zawdzięczał ją on modelowi LS: imponującej limuzynie, która powstała z bezprecedensową w historii motoryzacji dbałością o szczegóły i pogonią za doskonałością. Zaledwie siedem lat później Japończycy wykorzystali ten sam przepis do stworzenia swojego pierwszego SUV-a. Był to pełnowymiarowy model LX 450, ale prawdziwym globalnym hitem okazał się kolejny z nich, świętujący w tym roku dwudziestolecie swojego istnienia SUV klasy średniej RX. Ze swoją innowacyjną formą i nieznanym wcześniej w klasie pojazdów terenowych poziomem komfortu, RX był kolejnym genialnym, pionierskim ruchem Lexusa,

na który konkurencja była w stanie odpowiedzieć dopiero z kilkuletnim opóźnieniem. RX zapoczątkował bowiem nową klasę samochodów pozycjonowanych gdzieś pomiędzy luksusowymi limuzynami a funkcjonalnymi autami terenowymi – takimi, które dziś nazywamy SUV-ami klasy premium.

Luxus, bezpieczeństwo, ekologia
RX posiadał więc podwyższony prześwit i pojemną kabinę, a przy tym cechował się bogatym wyposażeniem i aerodynamicznym nadwoziem. Chwilę po debiucie jego nieodłącznym atrybutem stał się przyjazny środowisku i cichy napęd hybrydowy.

wprzód wstecz 1 / 4
Lexus RX
  • Lexus RX
  • Lexus NX
  • Lexus LX
  • Lexus UX

RX szybko stał się najpopularniejszym modelem Lexusa w historii, a sama marka prawdziwym ekspertem w tworzeniu najwyższej klasy SUV-ów. Dziś aż jedną trzecią jej polskiej oferty stanowią modele tego typu. Każda z nich to ciekawa pozycja, zawierająca w sobie wszystkie cechy, za które pożąda się samochody tej marki – awangardowy design i technologię, która zapewnia najwyższy poziom luksusu i bezpieczeństwa – nadto wzbogacając je o bonus jeszcze bardziej reprezentacyjnego, pasującego na każdą okazję nadwozia. Model RX na polskim rynku jest obecny w swojej najnowszej, czwartej odsłonie, która rozwinęła pierwotny koncept SUV-a Lexusa na zupełnie nowy poziom.

Czyste powietrze to nasze podstawowe paliwo
RX jest jeszcze nowocześniejszy i bardziej dojrzały, a teraz także może być jeszcze większy: po raz pierwszy występuje także w przedłużonej wersji siedmioosobowej. Dowodem na jeszcze głębszą specjalizację Lexusa w SUV-ach i zrozumienie potrzeb klientów był debiut w 2014 roku kompaktowego modelu NX. W tej najpopularniejszej obecnie klasie wielkości propozycja

Lexusa zwraca uwagę wyróżniającą się elegancją i nowoczesnym wyposażeniem, ale nie jest pozbawiona technicznych zdolności i charakteru do zapuszczenia się także w trudniej dostępne tereny.

Niskie zużycie paliwa i imponujące osiągi
Fakt ten czyni z plasującego się pośrodku gamy SUV-ów Lexusa modelu NX szczególnie wszechstronną propozycję dla każdego, kto ceni sobie luksus w wyrafinowanym, technologicznym wydaniu. W tej chwili jesteśmy świadkami dopisywania kolejnego rozdziału do historii SUV-ów Lexusa. Wkrótce na polski rynek wkroczy model UX. Ze swoimi kompaktowymi wymiarami i przykuwającym uwagę designem ten nowy, najmniejszy SUV w gamie Lexusa będzie stanowił idealne uzupełnienie dynamicznego życia w mieście, pozostając przy tym pełnowartościowym Lexusem. Jak konstruktorzy tej japońskiej marki udowodnili w końcu w ostatnich dekadach, nikt nie potrafi uchwycić luksusu i komfortu w ciele SUV-a lepiej niż oni!

Ratuj świat… ze stylem. Przekonaj się, co daje hybrydowy napęd Lexusa

Jedną z największych zalet związanych z posiadaniem Lexusa jest napęd hybrydowy. Wykorzystując to, co najlepsze z dostępnych technologii, pomaga chronić zarówno środowisko, jak i budżet właściciela. Wszystko wskazuje na to, że ten wylansowany w 1998 r. przez japońską markę typ napędu jest i będzie w najbliższych latach najlepszym wyborem w segmencie premium.
Udostępnij Tweetnij
podziel się
Od początku swojego istnienia Lexus ma szczególny wkład w rozwój motoryzacji dzięki wielu wizjonerskim innowacjom technologicznym. Żadna z nich nie była jednak tak znamienna w skutkach jak napęd hybrydowy. Dysponując monumentalnym zapleczem technologicznym koncernu Toyoty, Lexus stał się pionierem tej technologii w segmencie premium. Dziś, gdy nikt nie może się równać z wieloletnim doświadczeniem Lexusa w tym zakresie oraz z ilością blisko półtora miliona sprzedanych hybryd, rozwiązanie to staje się najbardziej pożądanym wyborem w zmieniającym się świecie.

STOP SMOG. GO HYBRID

Napęd hybrydowy to w najprostszym ujęciu połączenie dwóch typów napędu – spalinowego i elektrycznego – ale na przestrzeni wielu lat wypracowany przez Lexusa moduł stał się czymś o wiele więcej.

W połączeniu z bezstopniową skrzynią automatyczną, pojemnym akumulatorem i wydajnym zespołem odzyskiwania energii, hybryda Lexusa wprowadziła jazdę samochodem klasy premium na zupełnie nowy poziom efektywności przy jednoczesnym zachowaniu komfortu akustycznego.

Obecnie napęd hybrydowy wzbogaca charakter wszystkich modeli w gamie Lexusa od miejskiego hatchbacka CT po ekskluzywne gran turismo LC. Technologia ta wydaje się być wręcz stworzona do SUV-ów. Jej wszystkie zalety widać w kompaktowym SUV-ie marki, Lexusie NX. Jego podwyższona bryła nadwozia pozwala zmieścić podzespoły układu hybrydowego nie ograniczając w żaden sposób funkcjonalnych zalet kabiny (duży bagażnik o pojemności 580 litrów, równa podłoga przed drugim rzędem siedzeń), a wszechstronny charakter SUV-a świetnie dopełnia odnajdujący się we wszystkich sytuacjach napęd, który zależnie od potrzeb może korzystać z energii elektrycznej, paliwa lub dowolnie je łączyć.

Hybrydowy Lexus NX imponuje spokojem: napęd elektryczny nie emituje żadnych dźwięków. Płynnie i niezauważalnie wymienia się obowiązkami z silnikiem spalinowym.
STOP SMOG. GO HYBRID
Lexus NX. Dynamiczny wygląd, charakterystyczny grill w kształcie “wrzeciona” - NX wygląda, jakby przyjechał z przyszłości.
STOP SMOG. GO HYBRID
Lexus NX, w którym znajdują się trzy silniki: dwa elektryczne oraz jeden benzynowy, wspólnie generują 200KM
STOP SMOG. GO HYBRID
Lexus NX. Wysoka jakość materiałów we wnętrzu - miękkie tworzywo, skóra i chłodne w dotyku aluminium.

W Lexusie NX znajdują się aż trzy silniki: dwa elektryczne oraz jeden benzynowy. Wspólnie generują gwarantującą przyjemną dynamikę jazdy moc 200 KM i w przemyślany sposób uzupełniają swoje role. Silniki elektryczne gwarantują duży moment obrotowy od najniższych obrotów, gwarantując pewne ruszenie. Dopiero wraz ze wzrostem prędkości ich rolę stopniowo przejmuje silnik spalinowy, dzięki czemu może być to jednostka całkowicie skupiona na wydajnej pracy przy wyższych prędkościach. Dodać trzeba, że dwa silniki elektryczne generują moc 143 KM i 270 Nm - nie służą więc wyłącznie temu, by można było nazwać auto hybrydą.

Jak wygląda jazda hybrydą Lexusa w praktyce? Przede wszystkim imponuje swoim spokojem: napęd elektryczny nie emituje żadnych dźwięków, po czym płynnie i niezauważalnie wymienia się obowiązkami z silnikiem spalinowym. Wspólnie gwarantują one ponadprzeciętne osiągi, połączone z niskim zużyciem paliwa. Korzyści z długofalowej eksploatacji nie kończą się na stacji benzynowej. Baterie ładują się podczas jazdy, samochodu nie trzeba więc ładować z gniazdka.

Napęd hybrydowy z definicji jest bardziej niezawodny, jako że posiada mniej części ruchomych, silnik nie posiada zużywającej się turbosprężarki, a bezstopniowa skrzynia jest najbardziej bezawaryjnym rodzajem automatycznych przekładni. Sama gwarancja na baterie to aż 8 lat!

Lexus NX posiada samodoładowujący się, niskoemisyjny napęd hybrydowy

Dzięki tym czynnikom hybrydy są wskazywane jako najlepsze rozwiązanie w czasach, gdy samochody elektryczne przez cały czas mierzą się z wyzwaniami dużej dopłaty, ograniczonej infrastruktury i problematycznego ładowania, a notowania silników Diesla gwałtownie spadają wraz ze wzrostem świadomości Polaków dotyczącej zdrowia i środowiska. Sam Lexus wątpliwości nie ma – jako marka zawsze pozostająca w technologicznej awangardzie, zastępuje diesla nowocześniejszą i mądrzejszą alternatywę napędów hybrydowych.

Świat, w którym modne będzie chodzenie w tym samym.

Masową wyobraźnią Polek zawładnęła, gdy ubrania współtworzonej przez nią marki "Local Heroes" zaczęły nosić gwiazdy takie, jak Justin Bieber czy Rihanna. Pomimo sukcesu, Areta Szpura wycofała się z branży mody. Dziś stara się przekazać światu filozofię życia, w którym minimalizuje się wpływ człowieka na środowisko.
Udostępnij Tweetnij
podziel się
Błażej Żuławski: Co sprawiło, że postanowiłaś przewartościować swoje dotychczasowe życie i z producenta ubrań stałaś się adwokatem kupowania świadomego. Jednej rzeczy, ale na długo?

Areta Szpura: To był dość długi proces a nie konkretne wydarzenie. Dotychczasowe dorosłe życie spędziłam pracując w modzie. Cykl kup, założ kilka razy, schowaj na dno szafy lub wyrzuć, był dla mnie normą. Jednak zaczęłam dostrzegać, że coś tu nie gra. Przeczytałam książkę Overdressed: The Shockingly High Cost of Cheap Fashion. Potem natknęłam się na Netflixie na film True Cost i zaczęłam inaczej patrzeć na moją branżę. W świecie, w którym T-shirt kosztuje tyle samo co kawa rozumiem, że bardzo łatwo popaść w zakupową przesadę. Zwłaszcza, że jesteśmy bombardowani przekazem: jak kupisz to i tamto, to będziesz ładniejsza i szczęśliwsza. Ciuchy są super, bo pozwalają nam na niewerbalną komunikacje ze otoczeniem, ale nie potrzebujemy ich aż tylu!

Areta Szpura

Współzałożycielka marki "Local Heroes". Odeszła z firmy, aby dziś uczyć jak żyć świadomie i minimalizować wpływ człowieka na środowisko.

Zrób porządek

Ogromna, pełna ubrań szafa nie jest nam potrzebna. Rzadko kiedy nosimy coś więcej niż kilka razy, a szkoda. Zostaw to co jest wartościowe i uniwersalne.

W zeszłym roku zostawiłam sobie tylko 33 rzeczy w szafie i wydawało mi się niemożliwe, by tak wytrwać choćby 3 miesiące. Po tygodniu wiedziałam już, że nie będę wracać do większej szafy. Konsumpcjonizm możemy ograniczyć. Można kupować rzeczy z drugiej ręki. Zyskujemy coś niepowtarzalnego, niedrogiego, już raz wyprodukowanego. Zamiast kupować nową sukienkę na imprezę pożyczmy ją od koleżanki. Możemy zorganizować wymiany ubrań między znajomymi albo bibliotekę ubrań, na wzór wypożyczalni książek. Marzy mi się świat, w którym chodzenie cały czas w tym samym będzie modowym hitem.

Jeśli chodzi o zanieczyszczanie planety chłopcem do bicia jest motoryzacja - wszyscy widzimy stojące w korkach, smrodzące samochody. A jak duży wpływ na stan środowiska naturalnego ma moda?

Motoryzacja już się zmienia i myślę, że za kilkunaście lat większość aut będzie hybrydowa albo elektryczna. Marzę, żeby auta na wodór czy inne, czyste paliwo były normą.

Sama nie ruszam swojego auta, gdy jadę do centrum, bo myśl o parkowaniu i korkach przyprawia mnie o zawrót głowy. Jeśli chodzi o modę to niektórzy mówią, że jest to druga najbardziej zanieczyszczająca branża, inni, że piąta. Jak by nie liczyć to bez znaczenia. Zorientowane na zysk Fast fashion ma bardzo szkodliwy wpływ na planetę. Jeżeli coś w sklepie kosztuje 9.90 to łatwo się domyślić, jak niskie musiały być koszty produkcji.

Zacznijmy zmieniac świat od nas samych

Jaki był koszt surowca, robocizny, jakie były warunki pracy oraz brak poszanowania dla środowiska. Drogi surowiec, BHP i ekologia jedynie windują koszty. Dlatego rzeki w Azji są najbardziej zanieczyszczonymi wodami na świecie. To do nich spływają wszystkie farbiarskie toksyny z fabryk. To szkodzi nie tylko Ziemi, ale też ludziom. Dzieci rodzą się tam chore lub upośledzone. Wszystko przez ludzką chciwość…

Silniki Hybrydowe

Są doskonałym rozwiązaniem dla środowiska - niski poziomem emisji i niewielkie zużycie paliwa.

Małe rzeczy

Zacznijmy od zmiany drobnych rzeczy jak używanie bawełnianych toreb zamiast platikowych, noszenie własnych butelek, piecie wody z kranu.

Co można w takim razie zrobić, żeby zminimalizować własny, negatywny wpływ na środowisko naturalne? Jakie kroki możemy podjąć?

Musimy przestać myśleć, że jako jednostki nie mamy na nic wpływu. Rewolucje zaczynają się od pojedynczych osób. Korporacje zależą od konsumentów i jeżeli będziemy żądać zamian, to one będą się dostosowywać. Sami zacznijmy od rzeczy małych, jak własna butelka na wodę. Kranówka w większości miast w Polsce nadaje się do picia! Kupowanie czegoś, co jest ogólnodostępne to nabieranie się na marketingowe głupoty.

Po drugie wielorazowa siatka na zakupy. Również te na wagę! Małe plastikowe worki są najgorsze, bo są tak cienkie, że nie da się ich użyć drugi raz. To co można bierzmy do koszyka. Banany, cukinia, jabłka - natura dała im najlepsze opakowanie jakie mogła - skórkę. Takie woreczki można łatwo zrobić ze starych ubrań a starczą na lata. Wiadomo, że czasem zdarzą się nieprzewidziane zakupy.

Wtedy szukajmy alternatyw np. pomidory pakujmy do papierowej torebki na chleb. Naszym największym wrogiem jest plastik. Lody jedzmy w wafelku, bez plastikowej łyżeczki. Lemoniadę pijmy bez słomki. Jest za mała, żeby ją przetworzyć. Kawa na wynos? Weź wielorazowy kubek. Papierowe kubki też pokryte są warstwą plastiku. Jeżeli nie wzrusza cię środowisko, to wiedz, że te śmieci z czasem zamienią się w mikroplastik i wylądują w twoim organizmie np. w rybie którą zjesz. W przyrodzie nic nie ginie.

Myślisz, że z czasem zmieni się sposób myślenia ludzi o tych sprawach?

To już się dzieje! Musi tylko wzrosnąć świadomość. Ekologia nie jest tematem, który zgłębia się w szkole czy mediach. Kupujmy mądrze, szanujmy to, co już mamy. Człowiek musi sobie przypomnieć, że nie jest właścicielem tej planety. Jesteśmy tu tylko gośćmi i musimy się jak goście zachowywać. Jeszcze 2 lata temu nie miałam pojęcia, jakim złem jest plastik i ile krzywdy nieświadomie robiłam przez całe życie! Więc czytajmy, zgłębiajmy wiedzę, kwestionujmy to co jest.

Szanuj środowisko

Wybierajmy produkty ekologiczne, których produkcja jak najmniej wpłynęła na środkowisko.

Życiowa równowaga: popraw jakość pracy, poprawiając jakość odpoczynku

Podczas poszukiwań auta, które nie tylko byłoby poręczne w codziennej gonitwie, ale i w momentach wyciszenia z dala od natłoku obowiązków, w końcu zaczniemy rozważać jakiś rodzaj SUV-a. Modelem NX Lexus redefiniuje pojęcie relaksującego i komfortowego, wszędobylskiego samochodu - skrojonego pod nasze codzienne i niecodzienne potrzeby.
Udostępnij Tweetnij
podziel się
Zauważyłeś jak bardzo w ostatnich latach zmienił się świat wokół nas? A w szczególności – jak zmieniliśmy się my sami? Polacy mają coraz wyższe oczekiwania względem własnego życia: coraz lepiej radzą sobie z tym, co mądrze nazywa się "work-life balance". Cenią swój czas i chcą mu nadać jak najwyższą wartość. Ale pomimo tak dużej dbałości o jakość swojego życia, mało myśli się o tym, jak dużą rolę odgrywa w nim… samochód.

To przecież właśnie w kabinie własnego auta spędzamy dużą część każdego dnia i to właśnie od niego zależy, czy trudne momenty staną się choć trochę znośniejsze i czy te dobre chwile uda nam się jeszcze lepiej przeżyć. Brzmi to materialistycznie, ale są samochody, w których ogólny efekt buduje coś więcej, niż tylko suma ich części. To, co właśnie napisałem, to dla mnie najprostsza definicja auta klasy premium. Jeśli więc w naszym coraz bardziej aktywnym i nastawionym na jakość życiu potrzebujemy samochodu relaksującego, ale też uniwersalnego,

wprzód wstecz 1 / 3
Lexus NX
  • Lexus NX

  • Lexus NX

  • Lexus NX

sprawdzającego się w każdych warunkach, powinna to być właśnie pozycja z wyższych segmentów rynku. Mało kto rozumie je lepiej niż Lexus. Model najlepiej wpisujący się w definicję takiego samochodu – crossover NX – jest zresztą tego najlepszym przykładem.

NX posiada zwiększony prześwit i zaawansowany napęd na cztery koła, dzięki któremu bez ograniczeń można aktywnie wypoczywać zarówno latem, jak i zimą. Pomimo poręcznych w mieście, kompaktowych wymiarów, ten produkowany w Japonii crossover ma miejsce na wszystko, czego potrzebujesz: kabinę komfortowo mieszczącą pięć osób (by można było zabrać rodzinę lub przyjaciół) oraz szeroki bagażnik o pojemności 580 litrów, do którego torby golfowe wchodzą w poprzek, a największe ładunki mieszczą się bez wysiłku dzięki elektrycznie składanym oparciom tylnej kanapy.

W końcu, dzięki sportowym ustawieniom podwozia i nowoczesnym jednostkom napędowym o mocy od 197 do 238 KM, NX nie zanudzi cię na śmierć, gdy droga stanie się bardziej kręta. Wręcz przeciwnie.

To jednak nie przesądza jeszcze o przewadze Lexusa nad konkurencją. Tu wracamy do kwestii tego, co niematerialne i trudne do uchwycenia. By to zrozumieć, najlepiej samodzielnie poznać NX i wgłębić się w zasady, które przyświecały jego tworzeniu.

Japoński gigant produkujący ten model ma wielkie zasługi w rozwijaniu idei, które sprawdzają się zarówno w biznesie, jak i w zwykłym życiu. Jedną z nich jest filozofia Kaizen, która głosi nieustanne dążenie do samodoskonalenia.

Dla Lexusa nie są to czcze słowa. Kaizen w NX rzeczywiście jest namacalne: w jego inspirującym designie, w imponującym postępie, który widać po przeprowadzonym właśnie liftingu, w odświeżającej inności od tego, co już dobrze znamy z propozycji innych producentów. Jeśli rekreacja w naszym życiu zaczyna mieć głębszy sens i staje się premium, to i taki powinien stać się nasz samochód.

Mnich z San Diego - kim jest tajemniczy rolkarz Slomo?

A może rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady? Kto z nas nie miał takich myśli? Jest człowiek, który się na to zdecydował, chociaż w tym wypadku nie były to góry, a… bulwar przy plaży w San Diego. Od 20 lat Slomo codziennie jeździ tam na rolkach. I to jest jego jedyne życiowe zajęcie.
Udostępnij Tweetnij
podziel się
Slomo powoli wjeżdża do "Strefy"

Jest kimś w rodzaju maskotki nadoceanicznego bulwaru w San Diego. Znają go tu wszyscy, choć na ogół nie wiedzą nic o jego przeszłości. Charakterystyczna sylwetka, niebieski t-shirt, bermudy, ochraniacze na łokcie i kolana, słuchawki w uszach i czapeczka. No i oczywiście szeroki uśmiech. – Nikt tu chyba nie myśli, że jestem normalny. Nawet ja początkowo sądziłem, że cierpię na rodzaj choroby psychicznej – mówi.

Jego styl jazdy jest bardzo charakterystyczny. Jeździ jakby w "zwolnionym tempie". Na jednej nodze, pochylony do przodu, w pozycji "jaskółki". Niektórzy mówią, że to tai-chi na rolkach. Slomo uważa, że dzięki temu udaje mu się wejść do "Strefy" (Zone), która jest miejscem wewnętrznych, mistycznych przeżyć.

Ale do 1998 r. Slomo, a właściwie John Kitchin, zamiast jeździć po promenadzie, chodził po szpitalnych korytarzach w lekarskim fartuchu. Ciężko pracował, płacił podatki, był coraz bogatszy ale też coraz bardziej sfrustrowany.

Rób to, co kochasz

Urodził się 75 lat temu, w 1943 r. na niewielkiej farmie mlecznej pod Wake Forest w Północnej Karolinie, na konserwatywnym południu USA. Miał szczęśliwe, sielankowe dzieciństwo. Po college’u poszedł na studia. Pragnął zostać pisarzem lub filozofem. Ze względów praktycznych wybrał jednak medycynę. Został neurochirurgiem oraz psychiatrą. Ożenił się i został ojcem. Piął się po kolejnych szczeblach kariery zawodowej i stawał się coraz bardziej zamożny.

Plaża w San Diego
Bulwar w San Diego
Lexus NX slow motion
Lexus NX slow motion
Palmy w San Diego
Pasjonat jazdy na rolkach
Wakacyjny relaks

Dorobił się dużej rezydencji i kolekcji drogich samochodów sportowych. Na swojej 30–arowej posiadłości miał hodowlę egzotycznych zwierząt. Był jednak coraz bardziej zmęczony stresem związanym z pogonią za karierą. Zbiegło się to z dziwną przypadłością – zaczął coraz gorzej widzieć i był przekonany, że traci wzrok. Ostatecznie zdiagnozowano u niego rzadką chorobę – prozopagnozję, czyli schorzenie oczu polegające na trudności z rozpoznawaniem ludzkich twarzy, przy normalnym widzeniu wszystkich innych obiektów.

W 1998 r. w kolejce do szpitalnego bufetu spotkał 92-letniego mężczyznę. Zapytał go, jak to się stało, że w tym wieku tak świetnie się trzyma. Odpowiedział mu, że zawsze robił tylko to, czego pragnął. – Nagle zobaczyłem, że od czasów farmy nic się nie zmieniło, że nadal przerzucam widłami łajno – mówi Slomo. – Sprzedałem wszystko. Zerwałem z przeszłością i zadałem sobie pytanie: co w takim razie chciałbym robić? Odpowiedź brzmiała - jeździć na rolkach!

Latanie bez skrzydeł

Od tamtej pory Slomo stał się wizytówką promenady w San Diego. Eksperymentując ze stylem jazdy, doszedł do techniki "slow motion" - po rozpędzeniu wszystkie ruchy wykonuje w charakterystycznym, zwolnionym tempie, od którego wziął się jego przydomek. Były lekarz znalazł też neurologiczne uzasadnienie dla ogromnej przyjemności, jaką odczuwa jeżdżąc.

Związana jest z położeniem małych receptorów w uchu środkowym względem środka ziemi i tym, jak na umieszczone na tych receptorach malutkie kawałki wapna oddziałuje grawitacja oraz przyspieszenie. Jeśli wrażenie przyspieszenia jest stałe, człowiek wchodzi w "strefę", osiągając stan euforii, której John używa do medytacji.

Najważniejsze jest jednak to, że przemierzający promenadę Slomo wprost emanuje zaraźliwą dobrą energią. Jest też wzorem dla tych, którzy chcą żyć na własnych zasadach, nie podporządkowując się oczekiwaniom innych.

Korzystać z życia, póki je mamy. Historia pensjonatu "Dzikie Róże"

Zostawili małopolski Chrzanów dla malutkich Janic na Dolnym Śląsku, żeby spełnić swoje marzenia. - Potrzeba zamieszkania blisko natury była w nas zawsze – twierdzą Magda i Rafał Tracz.
Udostępnij Tweetnij
podziel się
Dużo podróżowali, żeby wyrwać się z miejskiego zgiełku. – Życie w mieście było dla nas rozwiązaniem tymczasowym – wspomina Magda. Do przeprowadzki szykowali się powoli, z rozsądkiem. Małżeństwo z dwójką dzieci nie mogło sobie pozwolić na wiele, więc potrzebny był rozsądny plan. Przez wiele lat gromadzili kapitał. Magda przyznaje: - Być może nie brzmi to zbyt romantycznie, ale strategia była skuteczna.

Wszystko przyspieszyły kłopoty ze zdrowiem Magdy. Postanowili szukać tego idealnego miejsca. - Trzeba korzystać z życia, póki jeszcze je mamy – mówi z przekonaniem Magda. Mimo, że pracowali, a dzieci nie skończyły szkoły średniej, zaczęli poszukiwania.

Żadnej agroturystyki!

Dom miał być nowoczesny, pasywny i otoczony dużym ogrodem. – Żadnej agroturystyki! Normalny prywatny dom – śmieje się Magda. Założenia były trzy: blisko natury, w pięknej okolicy i maksymalnie pięć godzin od dotychczasowego domu, żeby mogli nadzorować prace w nowym siedlisku. Warunki te początkowo wydały im się niemożliwe do spełnienia. Choćby ze względu na brak ładu architektonicznego w Polsce. Odkryli jednak Dolny Śląsk, którego krajobraz nie jest jeszcze skażony architektonicznym kiczem, głównie ze względu na to, że są to dość biedne tereny. Jednak nawet tam okazało się, że ich marzenie o zupełnie nowym domu nie jest tak proste.

Pensjonat "Dzikie Róże"

właściciele pensjonatu zrezygnowali z życia w mieście i postanowili stworzyć nowoczesny, otoczony zielenią dom. Dewiza Magdy i Rafała brzmi: trzeba korzystać z życia, póki jeszcze je mamy.

- Różowego gargamela z kolumienkami i zielonym dachem nie zdzierżylibyśmy w sąsiedztwie. To wykluczyło zakup działki pod nową zabudowę – opowiada Magda - Trzeba było szukać zrujnowanego, poniemieckiego siedliska z dużym terenem wokoło. Tylko to mogło nas jakoś zabezpieczyć.

wprzód wstecz 1 / 4
Mieszkaniec pensjonatu "Dzikie Róże"
  • Mieszkaniec pensjonatu "Dzikie Róże"
  • Pokój gościnny
  • Jadalnia
  • Pensjonat "Dzikie Róże"

Różana pasja

I tak, po roku, trafili na Pogórze Izerskie, do małej wsi Janice. Znaleźli teren, który był idealny pod każdym względem oprócz… domu. Był ogromny (500 mkw) i dosyć "nieciekawy". To niejako wymusiło decyzję o otwarciu agroturystki - uzasadniając zakup i ratunek siedliska.

Na zmiany nigdy nie jest za późno

Róże stały się pasją Magdy jeszcze przed wyjazdem do Janic. W podmiejskim ogrodzie zaczęła uczyć się ich hodowli. - Wpadł mi w ręce album z pięknymi zdjęciami tych krzewów i przekonałam się, że róże mogą być też delikatne, nienarzucające swej urody i skromne. Zaczynała od dzikich róż, a potem przekonała się do starszych odmian oraz współczesnych róż angielskich.

- Na czterech arach podmiejskiego ogródka rosło ponad 60 odmian róż, więc znalezienie większego terenu pod kolejne krzewy stało się życiową koniecznością – kwituje z rozbawieniem.

Równowaga jest możliwa

Cały proces od zakupu do otwarcia pensjonatu trwał trzy lata. Początkowo to Rafał podjął się prac remontowych, ale uciążliwe dojazdy sprawiły, że w końcu zatrudnili ekipę. -. Najpierw mieszkałam tu sama, doglądając prac. - wspomina Magda - Pół roku później dołączył mąż i po rocznej pracy urządzania wnętrz, wyszukiwania i odnawiania zabytkowych mebli i sprzętów, mogliśmy zaprosić pierwszych gości.

Mówią, że miasta im nie brakuje. Wystarczą krótkie wypady, raz na jakiś czas, do Wrocławia czy Berlina. Czy odnaleźli upragniony spokój? Wszyscy, którzy mają do czynienia z agroturystyką wiedzą, że jest to praca przez całą dobę. Jednak da się wypracować sobie kawałek przestrzeni i czasu. No i otoczenie sprawia, że człowiek oddycha pełną piersią.

- Metodą prób i błędów oraz rozmów z innymi właścicielami osiągamy coraz lepsze rezultaty naszego wiejskiego Work-Life balance – śmieje się - ale wymaga to od nas wiele asertywności i sprytu.